Całe szczęście że to nie e60 bo zygać mi się che tym e60 na każdym rogu to stoi i wiesniaki się tym tłuką jedyne w e60 jest fajny silnik v10 jedynie silnik wyjąć v10 a budę na złom oddać tam się nadaje e60
Noc nad Hogwartem była wyjątkowo cicha. Zbyt cicha, jak na zamek pełen uczniów, duchów i skrzypiących schodów. Harry Potter stał przy oknie w pokoju wspólnym Gryffindoru i wpatrywał się w ciemne niebo. Blizna na jego czole pulsowała lekko, jakby ostrzegała go przed czymś, co dopiero miało nadejść.
— Też to czujesz? — zapytała cicho Hermiona, odkładając grubą księgę na stół.
Harry skinął głową. Ron spał już na fotelu, mrucząc coś o szachach czarodziejów i pasztecie z dyni.
— Coś jest nie tak — powiedział Harry. — Jak przed… no wiesz.
— Przed kłopotami — dokończyła Hermiona z westchnieniem.
W tej samej chwili w kominku rozbłysnęły zielone płomienie, a z nich wyskoczył profesor McGonagall.
— Potter. Granger. Natychmiast do mojego gabinetu.
Nie minęło pięć minut, a oboje wspinali się już po spiralnych schodach do wieży dyrektora. McGonagall wyglądała na poważniejszą niż zwykle.
— Dziś wieczorem ktoś próbował dostać się do Wieży Astronomii — oznajmiła. — Zostawił po sobie ślad bardzo starej magii. Magii sprzed czasów Hogwartu.
— Śmierciożercy? — zapytał Harry.
— Nie — odpowiedziała krótko. — Coś znacznie starszego.
Na biurku leżał niewielki, czarny medalion. Gdy Harry zbliżył do niego dłoń, poczuł lodowaty chłód.
— To Relikt Cienia — wyjaśniła McGonagall. — Artefakt, który potrafi wydobywać najgłębsze lęki czarodzieja i nadawać im realną formę.
Hermiona pobladła.
— Ale… to powinno być zniszczone setki lat temu.
— Właśnie dlatego się martwię — powiedziała profesor. — Ktoś je odnalazł.
Zanim zdążyli zadać kolejne pytanie, z zamku rozległ się przeciągły dźwięk rogu alarmowego. Szyby zadrżały.
— Wieża Astronomii — rzucił Harry. — Tam jest Ron.
Nie czekając na pozwolenie, wybiegł z gabinetu. Hermiona ruszyła za nim. Schody wydawały się dłuższe niż kiedykolwiek, a powietrze gęstniało od mrocznej magii.
Na szczycie wieży zobaczyli Rona stojącego nieruchomo pośrodku kręgu czarnej mgły.
— Ron! — krzyknęła Hermiona.
Mgła poruszyła się i uformowała w kształt ogromnego cienia z czerwonymi oczami. Harry poczuł strach, ale zmusił się, by podnieść różdżkę.
— To nie jest prawdziwe — wyszeptał do siebie. — To tylko lęk.
Cień przemówił głosem, który brzmiał jak echo jego własnych myśli.
— Zawsze będziesz sam, Harry Potter. Każdy, kogo kochasz, odejdzie.
Serce Harry’ego zabiło mocniej, ale spojrzał na Rona i Hermionę. Stali tam. Wciąż byli przy nim.
— Expecto Patronum! — krzyknął.
Srebrny jeleń wystrzelił z końca różdżki, rozświetlając wieżę jasnym światłem. Cień zawył i zaczął się cofać. Hermiona dołączyła zaklęciem, a Ron, otrząsnąwszy się z transu, rzucił oszałamiający czar.
Mgła rozpadła się, a wraz z nią zniknął medalion, rozpadając się na pył.
Zapadła cisza.
— No… — odezwał się Ron, ocierając pot z czoła. — To było… nieprzyjemne.
Harry roześmiał się nerwowo.
— Delikatnie mówiąc.
Kilka minut później McGonagall dotarła na wieżę. Gdy zobaczyła, co się stało, skinęła głową z uznaniem.
— Dobra robota. Relikt został zniszczony.
Harry spojrzał na nocne niebo. Blizna przestała pulsować. Po raz pierwszy od dawna poczuł spokój.
— Wie pani — powiedział cicho — czasem myślę, że magia nie polega na zaklęciach.
McGonagall uniosła brew.
— A na czym?
Harry uśmiechnął się do przyjaciół.
— Na tym, że nie jesteś sam, nawet gdy boisz się najbardziej.
Profesor uśmiechnęła się lekko.
A nad Hogwartem znów zapanowała cisza — tym razem bezpieczna.
jezdzi 230 w terenie zabudowanym ostatnio prawie mnie potracil na pasach obsralem gacie.
skibol wiem ze masz live dasz mi obs na tik toku? nick asiooo.7
widziałem jak ten gruby wieprz stoi tym zlomem i próbuje skasować błędy w tym złomie za pomocą chińskiego multimetra y za 100 rubli z allegro, jak mu sie nie udało to zaczał szlifować
Młodzieńcze jak bym była w twoim wieku to w tej bmw nawet kierunkowskaza bym nie użyła a ty groźnie wyglądasz a przepisów się trzymasz
Pozdro babcis :)
Jeśli potrzebuje ktoś darmowej taksówki to proszę się z nim kontaktować. Kolega jeździ charytatywnie i każdemu pomoże. Nie polecam, widziałem jak przed wejściem do samochodu zerował setkę i rzucił nią w dziecko.
Potrocił mnie na pasach pózniej wyszet z samochodu i dał mi lizaka
I całusa