Stara, brudna, śmierdząca czarna BMW chyba żyje w świecie, w którym ograniczenia prędkości są tylko sugestią. Slalom na drodze, ciągły pośpiech i manewry, jakby kierowca walczył o zwycięstwo w rajdzie. Tylko jest jeden problem – auto ledwo jedzie, więc najwięcej w tym wszystkim jest hałasu i zamieszania. Naprawdę zabawnie wygląda, gdy ktoś próbuje robić z siebie króla szosy, a z boku bardziej przypomina uczestnika wyścigu o tytuł „najgłośniejszego starego BMW w okolicy”. Może zamiast popisów warto najpierw przypomnieć sobie, po co istnieją ograniczenia prędkości.
Biała Dacia z zielonym listkiem i ryba chrześcijańska na klapie, a styl jazdy jakby ograniczenia prędkości były tylko dekoracją. W okolicy rynku, gdzie obowiązuje 30 km/h, kierowca przeleciał z taką prędkością, że na zakręcie aż zarzuciło autem. Chyba pośpiech był ważniejszy niż zdrowy rozsądek.Naklejki mogą mówić jedno, ale kultura i odpowiedzialność za kierownicą pokazują znacznie więcej. Warto pamiętać, że przez centrum miasta jeżdżą nie tylko samochody, ale też chodzą piesi. Kilka minut szybciej naprawdę nie jest warte niepotrzebnego ryzyka.
Mazda z tuningiem, który bardziej pierdzi niż brzmi, przyjechała na stację zrobić przedstawienie. Auto kaszle, prycha i hałasuje, jakby zaraz miało zgubić pół wydechu, a kierowca najwyraźniej uznał, że to idealne miejsce na publiczne obściski ze swoją Karyną. Wszystko na oczach innych klientów, w tym dziecka. Naprawdę, trochę wyczucia. Nie każdy, tankując paliwo w środku dnia, ma ochotę oglądać takie sceny. Zamiast robić widowisko i udawać gwiazdę parkingu, może lepiej skupić się na tym, żeby ten wydech w końcu przestał urządzać koncert dla całej okolicy.
Kierowca czarnego Seata zatrzymuje się na środku autostrady aby wziąć autostopowiczów stwarzając zagrożenie w ruchu lądowym i na dodatek prowadzi pojazd w pękniętą do połowy szybą czołową stwarzając dodatkowe zagrożenie na drodze.
Stara, brudna, śmierdząca czarna BMW chyba żyje w świecie, w którym ograniczenia prędkości są tylko sugestią. Slalom na drodze, ciągły pośpiech i manewry, jakby kierowca walczył o zwycięstwo w rajdzie. Tylko jest jeden problem – auto ledwo jedzie, więc najwięcej w tym wszystkim jest hałasu i zamieszania. Naprawdę zabawnie wygląda, gdy ktoś próbuje robić z siebie króla szosy, a z boku bardziej przypomina uczestnika wyścigu o tytuł „najgłośniejszego starego BMW w okolicy”. Może zamiast popisów warto najpierw przypomnieć sobie, po co istnieją ograniczenia prędkości.