Facet wyjmuje jakąś tłustą sałatkę z sosami i zaczyna ją jeść w pociągu WKD. Ktoś zwraca mu uwagę, że jedzenie mocno pachnie i pyta, czy naprawdę musi jeść akurat w wagonie pełnym ludzi. Odburczał coś gburowato, założył słuchawki i zaczął jeść. Pomyślałem "dobra, może serio biedak jest głodny i ma daleko do domu, a nie ma jak inaczej". Ale patrzę, po kilku minutach typ wysiada na tej samej stacji co ja, idzie do swojego (zaparkowanego w niedozwolonym miejscu) samochodu i odjeżdża. To serio, nie mogłeś poczekać tych 5 minut i zjeść w tej swojej Skodzie? W dodatku jeździ po chodniku.
Prawo jazdy do oddania!