yp jedzie tym skuterem jakby ukradł go spod Żabki i jeszcze zgubił instrukcję obsługi. Wydech brzmi jak odkurzacz walczący o życie, a prędkość maksymalna to „może dojadę przed zmianą świateł”. Kask większy od ego, ego większe od umiejętności.
Gość składa się w zakrętach jak zawodnik MotoGP, tylko że opony błagają o litość przy 35 km/h. Każdy przegaz to nie pokaz mocy, tylko alarm dla całego osiedla, że znowu wyjechał „król pasa rowerowego”.
I ten styl jazdy — ręka jedna na manetce, druga pewnie szuka resztek godności. Skuter oklejony naklejkami „racing”, jakby dodatkowe +3 konie miały uratować tę biedną maszynę przed śmiercią techniczną.
Najgorsze jest to, że on serio myśli, że wygląda groźnie, podczas gdy ludzie patrzą i zastanawiają się, czy dowozi pizzę czy zgubił mamę pod Biedronką.
Kolega ma tak odpicowną tą polówke że jak jechałem za nim w słońcu to okulary musiałem założyć, pozdro