Są takie popołudnia, kiedy stanie w korku przestaje być karą, a staje się prezentem od losu. Tak było dzisiaj, gdy mój wzrok zatrzymał się na czerwonym Suzuki Swift. W morzu szarych i czarnych aut ten samochód lśnił jak najpiękniejszy klejnot, ale to nie lakier przykuł moją uwagę.
Patrzyłem, jak dziewczyna za kierownicą, całkowicie nieświadoma mojego spojrzenia, bębni palcami o kierownicę w rytm jakiejś piosenki, której nie słyszałem, a którą widziałem w jej uśmiechu. Czasem poprawiała włosy w lusterku, czasem zerkała na telefon, a ja modliłem się w duchu, żeby czerwone światło trwało wiecznie.
Są takie popołudnia, kiedy stanie w korku przestaje być karą, a staje się prezentem od losu. Tak było dzisiaj, gdy mój wzrok zatrzymał się na czerwonym Suzuki Swift. W morzu szarych i czarnych aut ten samochód lśnił jak najpiękniejszy klejnot, ale to nie lakier przykuł moją uwagę.
Patrzyłem, jak dziewczyna za kierownicą, całkowicie nieświadoma mojego spojrzenia, bębni palcami o kierownicę w rytm jakiejś piosenki, której nie słyszałem, a którą widziałem w jej uśmiechu. Czasem poprawiała włosy w lusterku, czasem zerkała na telefon, a ja modliłem się w duchu, żeby czerwone światło trwało wiecznie.