Ten kierowca powinien dostać dożywocie w najgorszym więzieniu świata, ukradł moje serce wiele lat temu. Nauczyłem się z tym żyć, ale jej to nie wystarczyło, zobaczyłem ją znów i teraz jest już po mnie. Nie wiem czy zabranie prawa jazdy coś pomoże, nie będzie jeździć ale ja ją już widziałem i choćby się zaszyła nie wiadomo gdzie to ja ją widzę cały czas i doznałem trwałego uszkodzenia serca i duszy. I co ja teraz mam zrobić? Nie chce już żyć, bo nie mogę z nią być. Przejdzie mi? Można to jakoś rozchodzić?
Ten kierowca powinien dostać dożywocie w najgorszym więzieniu świata, ukradł moje serce wiele lat temu. Nauczyłem się z tym żyć, ale jej to nie wystarczyło, zobaczyłem ją znów i teraz jest już po mnie. Nie wiem czy zabranie prawa jazdy coś pomoże, nie będzie jeździć ale ja ją już widziałem i choćby się zaszyła nie wiadomo gdzie to ja ją widzę cały czas i doznałem trwałego uszkodzenia serca i duszy. I co ja teraz mam zrobić? Nie chce już żyć, bo nie mogę z nią być. Przejdzie mi? Można to jakoś rozchodzić?