Niedziela, centrum miasta, znalezienie miejsca graniczy z cudem. W końcu ktoś wyjeżdża, włączam kierunkowskaz i zaczynam parkować, gdy nagle pani z prędkością światła wbija się na to miejsce przede mną. A potem z pełną bezczelnością mówi, że nie widziała mojego kierunkowskazu (trąbienia pewnie też nie usłyszała).
Korzystam z prywatnego miejsca parkingowego. Bywa, że ktoś na nim staje, czasem "okrakiem" na moim i sąsiada. Oczywiście tłumaczenie - bo ja na chwilę, bo nie widać oznakowania itp. W zeszłym tygodniu z czterech takich osób trzy to były kobiety ... Drogie Panie, co jest z Wami? Pokażcie swoją subtelność, nie tylko 8 marca ... :))
L i wszystko jasne, nic dziwnego