Potwierdzę to co napisał Януш лук - to, że żyje i się porusza nie oznacza, że nic mu nie jest. Osobiście widziałem zdarzeniem jak głucha starsza kobieta weszła na przejazd kolejowy i potrącił ją elektrowóz pociągu towarowego (nie jechał bardzo szybko i ile się dało tyle wyhamował, ale człowiek w starciu z taką maszyną nie ma wielkich szans). Kobieta pozbierała się, otrząsnęła i poszła do domu - nie chciała pomocy karetki, twierdziła, że nic jej nie jest. Do domu miała ok pół kilometra. Dotarła do domu i tam zmarła w wyniku obrażeń. Znalazła ją sąsiadka, która jak usłyszała co się stało pobiegła do niej. Niestety kobiety już nie dało się uratować. W szoku nie czuła bólu, a sekcja zwłok wykazała obszerne obrażenia wielonarządowe (popękane wnętrzności, krwotok wewnętrzny... a "na zewnątrz" nawet siniaka podobno nie miała").
Zatem to, że koleś się porusza o niczym nie świadczy i należałoby się przynajmniej choć trochę zainteresować. Bo może się zdarzyć, że to ten kierowca będzie w takiej sytuacji i ktoś też odjedzie, twierdząc, że nic mu nie jest... Oby tak nie było.
Tak po prawdzie to fakt że koleś "żyje, porusza się, nawet próbuje motor podnieść" to jeszcze nie znaczy że nic mu nie jest. Nauka radziecka zna takie przypadki, gdy zaraz po wypadku poszkodowany z otwartym złamaniem nogi wstał i twierdził że nic mu nie jest. Oczywiście tylko przez kilka chwil, bo gdy szok mu minął to już inna historia...
W takich przypadkach jak najbardziej, ale widać, że kierujacy motorem żyje, rusza sie, nawet próbuje motor podnieść i może poczekać na przyjazd karetki, wiec trzeba rozgraniczyć poważny wypadek od nieco mniejszego i nie robić sensacji.
Choćby jako zamiennik, gdyby trzeba było komuś ratować życie np. resuscytacją, masażem serca? Jako świadek wypadku ma obowiązek zostać, udzielić pomocy, a nie spierniczyć z miejsca wypadku. Bo jak będzie przy kimś sam i ktoś się rozwali, to też zrobi dokładnie TO SAMO. Powinno go ścignąć.
Tam nie ma żadnego wypadku.
Jest kolizja drogowa w której widać że nikt nie ucierpiał.
Obowiązuje nadal kodeks drogowy i nie ma mowy o żadnej wyższej konieczności.
Nie wolno m.in. tarasować drogi.